Świat nie ma dziś problemu z dostępnością. Przeciwnie, ma problem z nadmiarem, ale nie ze względu na trudności logistyczne. Stał się problemem poznawczym. Opcji jest więcej, niż można sensownie przetworzyć. W takim środowisku sam wybór traci na znaczeniu. Natomiast coraz większą wartością staje się porządek w świecie nadmiaru.
Ręczna selekcja nie jest nowym zjawiskiem. Zmienił się tylko jej status. Przestała być niewidocznym zapleczem, etapem procesu, a zaczyna działać jak gest kulturowy. Selekcja nie polega już na tym, co zostaje włączone, ale na tym, co świadomie zostaje odrzucone. To moment, w którym zapada decyzja o granicy, decydująca, choć niewidoczna dla większości.
Ręczna selekcja jest świadomym aktem decyzji. Wymaga kryteriów, czasu i odpowiedzialności. Jest wolniejsza, mniej reaktywna, często mniej „efektywna”. Ale właśnie dlatego przywraca sens wyboru, intencję w świecie przypadkowości. I podobnie jak w estetyce procesów, jej jakość najczęściej widać w tym, czego ostatecznie nie ma. I dla tych, którzy potrafią obserwować, którzy nie potrzebują porad, lecz potrafią dostrzegać intencję, staje się subtelnym wyznacznikiem tego, co naprawdę istotne.