Jest w moich zbiorach od czasów, kiedy znacznie bliżej byłem świata antykwariatów, starych książek i przedmiotów z historią.
„Kajet Stanisława Stopnickiego” – zapisany 17 lutego 1882 roku w Janowie Podlaskim.
Równiutenkie linie, starannie wykaligrafowane litery. Ta powtarzalność, która nie jest mechaniczną poprawnością, ale efektem ćwiczenia, cierpliwości i dyscypliny. Wówczas była to umiejętność, którą należało opanować.
Niezmiennie patrzę na takie rzeczy z podziwem. Nie tylko ze względu na ich wiek.
Jest w nich coś z dawnego etosu rzemiosła. To przekonanie, że nawet zwyczajną czynność można wykonywać porządnie. Że forma ma znaczenie, a staranność nie musi służyć wyłącznie wielkim rzeczom.
Wystarczy spojrzeć na dawne etykiety apteczne, księgi rachunkowe, szyldy czy korespondencję.
Nawet rzeczy czysto użytkowe miały swoją formę, proporcję i charakter.
Nie dlatego, że ktoś projektował je z myślą o „estetyce”, tak po prostu wyglądała dobrze wykonana praca.
Ten zwyczajny, niepozorny kajet przetrwał ponad sto czterdzieści lat, do czasów, w których skreślenie kilku zdań odręcznie jest już rzadkością i często nie lada wyzwaniem.
Jaki fizyczny ślad naszej codzienności za 140 lat będzie dla kogoś równie niezwykły, jak dziś ten kajet dla mnie…?


