Przejdź do treści

52°19′N, 16°57′E i 36°27′S, 148°16′E.

Te dwa punkty na mapie dzieli około 15,7 tysiąca kilometrów w linii prostej. Dzieli je również niemal pół wieku historii, oceanów, wypraw, badań i decyzji, których konsekwencji nikt nie mógł przewidzieć. Pomiędzy nimi mieści się życie, którego nie da się opowiedzieć wyłącznie jako historii jednej wyprawy.

Pierwszy punkt to Głuszyna, dziś część Poznania. Tu, 20 lipca 1797 roku, urodził się Paweł Edmund Strzelecki. Drugi wskazuje najwyższy szczyt Australii kontynentalnej, na którego wierzchołek Strzelecki dotarł 12 marca 1840 roku, nadając górze nazwę upamiętniającą Tadeusza Kościuszkę.

Co wydarzyło się pomiędzy nimi?

W odpowiedzi kryje się znacznie więcej niż historia podróżnika, który dotarł na drugi koniec świata. Jest w niej młody człowiek z Wielkopolski, zarządca magnackiego majątku, samouk zainteresowany geologią, człowiek uwikłany w sprawy osobiste i finansowe, a wreszcie badacz, którego prace doceniono w Londynie. Jest też Irlandia czasu Wielkiego Głodu, gdzie jego zadaniem nie było już poznawanie ziemi, lecz organizowanie pomocy głodującym dzieciom. Dopiero razem te role układają się w historię, której początek trudno uznać za zapowiedź tego, co miało nadejść. A zaczęło się ponad dwa stulecia temu, kiedy Wielkopolska była częścią państwa pruskiego, a Polska nie istniała na mapie Europy.

Z Głuszyny w szeroki świat

Strzelecki urodził się w rodzinie polskiej szlachty. Jego ojciec, Franciszek, był związany z tradycją insurekcji kościuszkowskiej, a matka, Anna z Raczyńskich, pochodziła z rodziny o ugruntowanej pozycji. Wczesne lata przyszłego podróżnika nie zostały udokumentowane na tyle dokładnie, by wszystkie późniejsze opowieści można było uznać za pewne. Wiadomo, że wcześnie stracił rodziców i wychowywał się pod opieką krewnych. Według części biografów uczył się w warszawskiej szkole pijarów. Nie zdobył jednak wyższego wykształcenia, które przygotowywałoby go do pracy naukowej. Wiedzę, dzięki której później zyskał uznanie, rozwijał samodzielnie.

Miał też epizod służby w armii pruskiej. W jego biografii pojawia się kobieta, Aleksandryna Turno, nazywana Adyną, córka ziemianina Adama Turno. Według przekazów Strzelecki i Adyna darzyli się uczuciem, ale na drodze do małżeństwa stanęły rodzinne decyzje i różnice dotyczące ich przyszłości. Jedna z wersji mówi o próbie wspólnej ucieczki, która zakończyła się niepowodzeniem. Trudno dziś szczegółowo odtworzyć tę historię. Wiadomo natomiast, że Strzelecki i Adyna pozostawali w kontakcie przez wiele lat. Zachowana korespondencja pokazuje, że ich znajomość nie była jedynie krótkim epizodem młodości. Nie daje jednak podstaw do tego, by całe późniejsze życie podróżnika tłumaczyć jednym niespełnionym uczuciem.

Zanim wyruszył w wielką podróż, Strzelecki zdobył doświadczenie w zarządzaniu majątkiem, zostając plenipotentem księcia Franciszka Sapiehy, administrując jego dobrami na wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej. Była to odpowiedzialna funkcja, wymagająca znajomości gospodarki, umiejętności organizacyjnych i samodzielności. Strzelecki okazał się w niej na tyle skuteczny, że po śmierci księcia w 1829 roku został uwzględniony w jego testamencie. Zapis miał znaczną wartość, ale nie obyło się bez sporu. Syn zmarłego, Eustachy Sapieha, zakwestionował roszczenia Strzeleckiego. Konflikt zakończył się ugodą, w wyniku której podróżnik otrzymał około jednej czwartej pierwotnie zapisanej sumy.

Pieniądze miały w tej historii konkretne znaczenie, pozwalając uniezależnić się od stałego zatrudnienia i finansować wieloletnie podróże. Strzelecki nie wyruszał jako przedstawiciel akademii czy wysłannik rządu, tylko w znacznej mierze organizował swoje przedsięwzięcia na własny rachunek.

Około 1830 roku opuścił ziemie polskie, by kilka lat później rozpocząć podróż, która zaprowadziła go najpierw do Anglii, potem do Ameryki, na wyspy Pacyfiku, do Nowej Zelandii i Australii.

Ciekawość świata

W 1834 roku Strzelecki wyruszył z Anglii do Ameryki Północnej. Interesowały go minerały, właściwości gleb i możliwości ich wykorzystania w rolnictwie. Odwiedzał gospodarstwa, przyglądał się warunkom upraw, analizował próbki. Nie ograniczał się do opisu krajobrazu. Szukał zależności między budową ziemi, jej zasobami a działalnością człowieka.
W kolejnych latach podróżował po Ameryce Południowej, odwiedzając obszary górnicze i rejony bogate w minerały. Przemieszczał się wzdłuż zachodniego wybrzeża kontynentu, porównując kolejne tereny i ich zasoby. Podróżując między odległymi miejscami, zdobywał wiedzę, której nie dało się uzyskać wyłącznie z książek.
Potem ruszył przez Pacyfik. Na Hawajach wspiął się na wulkan Kīlauea, a na Markizach zainteresował się językami miejscowej ludności. Była to epoka, w której europejscy podróżnicy i badacze opisywali kolejne regiony świata, często w ramach szerszej ekspansji kolonialnej. Wiedza o odwiedzanych ziemiach trafiała do europejskich publikacji i instytucji, ale głos rdzennych mieszkańców rzadko zajmował w tych relacjach ważne miejsce.

Strzelecki uczestniczył w tej rzeczywistości jako samodzielny badacz, zainteresowany przede wszystkim geologią, mineralogią i rolnictwem. Jego praca wymagała obserwacji, porównywania danych i bezpośredniego kontaktu z terenem. Wiedzę zdobywał w drodze, podczas kolejnych etapów podróży, stale poszerzając zakres swoich zainteresowań.

W 1839 roku dotarł do Nowej Zelandii, a następnie do Australii, która stała się najważniejszym etapem jego wyprawy. Spędził tam kilka lat, prowadząc badania terenowe, których rezultaty przyniosły mu później międzynarodowe uznanie.

Australia. Złoto, góry i wielka wyprawa

Gdy Strzelecki przybył do Australii, europejska wiedza o rozległych obszarach kontynentu pozostawała niepełna. Kolonialne osadnictwo koncentrowało się w określonych regionach, a badania geologiczne i geograficzne miały znaczenie nie tylko naukowe. Informacje o glebie, wodzie, minerałach i ukształtowaniu terenu wpływały na rozwój rolnictwa, osadnictwa i eksploatację zasobów.

Strzelecki rozpoczął badania w Nowej Południowej Walii, a następnie skierował się ku pasmom górskim na południowym wschodzie kontynentu, by w marcu 1840 roku dotrzeć w australijskie Alpy.
12 marca wszedł na najwyższy szczyt kontynentalnej Australii, wznoszący się na 2228 metrów nad poziomem morza. Nie była to góra imponująca wysokością w porównaniu z najwyższymi szczytami świata, ale jej znaczenie miało jednak okazać się większe niż sama wysokość. Strzelecki nadał jej nazwę Mount Kosciuszko. Według jego relacji kształt szczytu przypominał mu kopiec Kościuszki w Krakowie, usypany dla upamiętnienia przywódcy insurekcji. Na kontynencie odległym o tysiące kilometrów od Europy, który wciąż eksplorowali europejscy badacze, pojawiło się nazwisko polskiego generała.
Był w tym szczególny paradoks. Polska nie istniała wówczas jako niepodległe państwo, a jej nazwa nie wyznaczała granic na mapie Europy. Tymczasem na drugim końcu świata polskie nazwisko otrzymywała góra, która miała wejść do geografii odległego kontynentu.
Nie wiadomo, czy Strzelecki myślał o tym w kategoriach symbolicznego gestu. Nie trzeba jednak przypisywać mu takich intencji, by dostrzec wymowę tego wydarzenia. W świecie, w którym polityczna mapa Europy nie przewidywała miejsca dla niepodległej Polski, jej ślad pojawił się na mapie Australii. Nazwa przetrwała dłużej niż wiele sporów i granic epoki, w której została nadana.

Góra Kościuszki. Historyczna rycina, Eugène’a von Guérarda, 1863. Źródło: PICRYL

W kolejnym etapie wyprawy Strzelecki wraz z towarzyszami ruszył dalej na południe, przez obszar, który nazwał Gippslandem – na cześć gubernatora Nowej Południowej Walii, George’a Gippsa. Przejście przez ten region okazało się znacznie trudniejsze, niż mogłoby sugerować spojrzenie na mapę. Gęsta roślinność, trudny teren, wyczerpanie i brak żywności doprowadziły ekspedycję na skraj wytrzymałości. Po przekroczeniu rzeki Latrobe podróżnicy musieli porzucić konie i zebrane podczas badań okazy, a przez kolejne tygodnie walczyli o przetrwanie.
Kluczowa okazała się pomoc rdzennych przewodników, Charliego Tarra i Jackeya. Ich znajomość terenu oraz umiejętność zdobywania pożywienia pomogły uczestnikom przetrwać. Europejskie relacje z wypraw eksploracyjnych często skupiają się na nazwisku człowieka, który sporządził mapę, opisał region lub opublikował wyniki badań. Warto pamiętać, że powodzenie wypraw zależało również od wiedzy ludzi, których doświadczenie z tym krajobrazem było znacznie starsze niż europejska kartografia.

Następnym celem była Ziemia Van Diemena, dzisiejsza Tasmania, gdzie kontynuował badania geologiczne, analizując pokłady węgla i prowadząc obserwacje przyrodnicze. Tam też nawiązał bliskie relacje z gubernatorem Johnem Franklinem i jego żoną Jane. Jego działalność obejmowała zatem nie tylko pracę w terenie, ale także kontakty z ludźmi związanymi z administracją kolonialną i ówczesnym życiem naukowym.

W australijskiej ziemi Strzeleckiego interesowało również złoto. Podczas badań odnotował jego ślady między innymi w okolicach Hartley, w Nowej Południowej Walii. Było to odkrycie, które mogło mieć znaczenie znacznie wykraczające poza naukową dokumentację próbek.

Złoto nie potrzebuje rozbudowanej legendy, by przyciągać uwagę. Wystarczy jego obecność w skale lub osadzie, by pojawiło się pytanie, czy pod powierzchnią kryje się go więcej. W kolonii, której rozwój zależał między innymi od rozpoznania zasobów naturalnych, taka informacja miała wymiar gospodarczy, a z czasem także polityczny. Nie każdy ślad złota oznaczał jednak złoże, które da się wydobywać na większą skalę. Między dostrzeżeniem drobin a odkryciem bogatego pola złotonośnego pozostawała istotna różnica. Coraz ważniejsze stawało się nie tylko to, kto pierwszy zauważył złoto, lecz także kto je rozpoznał, udokumentował i wskazał miejsca, w których można było myśleć o wydobyciu.

Strzelecki w 1856 roku opublikował Gold and Silver, przedstawiając swoje stanowisko w sprawie odkryć i ich znaczenia. Było to już wiele lat po jego australijskiej wyprawie. Złoto, które pojawiło się w jego notatkach jako jeden z elementów badań geologicznych, powróciło więc do jego życia w zupełnie innej roli: jako przedmiot sporu o naukowe pierwszeństwo i należne uznanie.

Nie była to historia poszukiwacza, który znajduje samorodek i wraca do domu jako bogacz. Strzelecki nie zbudował fortuny na australijskim złocie. Pozostał jednak przekonany, że jego obserwacje zasługują na właściwe miejsce w historii badań kontynentu. A że złoto rzadko bywa wyłącznie kwestią geologii, spór o to, kto dostrzegł je pierwszy, okazał się znacznie trwalszy niż sama wyprawa.

W 1843 roku Strzelecki wyruszył z Australii w drogę powrotną do Europy przez Azję. Zostawiał za sobą kontynent, na którym spędził kilka lat. Najważniejszy etap jego podróży terenowej dobiegł końca.
Nie oznaczało to jednak końca jego kariery badawczej.

Książka, która przyniosła uznanie

Zwieńczeniem lat spędzonych w terenie na badaniach, była wydana w 1845 roku w Londynie książka Physical Description of New South Wales and Van Diemen’s Land.
Strzelecki opisał w niej geografię, geologię, klimat, gleby oraz zasoby naturalne badanych obszarów Australii. Nie przywiózł więc z podróży wyłącznie wspomnień i opowieści o odległym kontynencie. Przywiózł materiał, który można było sprawdzać, wykorzystywać i rozwijać.

Karta tytułowa książki – Physical Description of New South Wales and Van Diemen’s Land (1845)

Książka przyniosła mu uznanie brytyjskiego środowiska naukowego. W 1846 roku otrzymał Medal Założycielski Królewskiego Towarzystwa Geograficznego – wyróżnienie przyznawane za szczególne zasługi w poznawaniu świata. Był to ważny moment w karierze człowieka, który nie ukończył studiów geologicznych ani nie przeszedł akademickiej drogi typowej dla uczonych swojej epoki. Jego pozycję zbudowały przede wszystkim własna praca, uważność obserwacji i umiejętność przedstawienia wyników w formie przydatnej dla innych.

Link do skanu oryginalnej książki:
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Physical_Description_of_New_South_Wales_and_Van_Diemen%27s_Land.djvu

Z czasem przychodziły kolejne oznaki uznania. Strzelecki został członkiem Royal Society, otrzymał doktorat honorowy Uniwersytetu Oksfordzkiego, a w 1869 roku nadano mu tytuł rycerski. Z badacza przemierzającego odległe tereny stał się postacią rozpoznawalną w brytyjskich kręgach naukowych i towarzyskich. Zdarzało się, że nazywano go hrabią.

Sukces naukowy nie oznaczał jednak, że jego własne sprawy układały się równie pomyślnie. Strzelecki stracił znaczną część prywatnego majątku wskutek upadku francuskiego banku. Człowiek, który przemierzał odległe kontynenty i porządkował rozległy materiał badawczy, musiał teraz zmierzyć się z problemem znacznie bardziej przyziemnym, jakim było uporządkowanie własnych finansów. Uznanie nie chroniło go przed stratą, a pozycja zdobyta w świecie nauki nie usuwała niepewności związanej z osobistą sytuacją. Mógł już uchodzić za człowieka, który osiągnął wiele: odbył wieloletnie podróże, opublikował ważne dzieło i zdobył szacunek brytyjskich instytucji. Jego biografia nie zmierzała jednak ku spokojnej emeryturze wśród książek i znajomych z londyńskich salonów.

Portret Pawła Edmunda Strzeleckiego, ok. 1845 r. Źródło: State Library of New South Wales

W drugiej połowie lat czterdziestych XIX wieku Strzelecki podjął się zadania, które wymagało od niego zupełnie innych umiejętności. Tym razem nie chodziło o opisanie ziemi ani rozpoznanie jej zasobów. Chodziło o ludzi, którym zabrakło najbardziej podstawowego zasobu – żywności.

Irlandia. Wielki głód

W połowie lat czterdziestych XIX wieku Irlandię dotknęła katastrofa, która naznaczyła historię wyspy na pokolenia. Zaraza ziemniaczana niszczyła plony, a dla milionów ludzi ziemniaki stanowiły podstawę codziennego wyżywienia. Głód szybko przestał być wyłącznie problemem rolnictwa. Przyniósł śmierć, choroby, skrajne ubóstwo i masową emigrację. Pomoc organizowały zarówno instytucje publiczne, jak i organizacje dobroczynne.
W 1847 roku Paweł Edmund Strzelecki zgłosił się do pracy w British Relief Association, organizacji powołanej do niesienia pomocy głodującym. Został jej głównym przedstawicielem w Irlandii. Jego zadaniem było nadzorowanie dystrybucji pomocy, rozpoznawanie potrzeb i organizowanie działań w terenie. Mierzył się nie tylko z niedostatkiem żywności, lecz także z chorobami, trudnościami komunikacyjnymi i skalą potrzeb, których nie sposób było zaspokoić w całości.
Szczególnie niepokoił go los dzieci. W rodzinach pozbawionych żywności najmłodsi należeli do najbardziej bezbronnych, a głód odbierał im nie tylko siły i zdrowie, ale również możliwość regularnej nauki. Strzelecki dostrzegł, że szkoły mogą stać się dobrymi punktami, przez które pomoc będzie docierała do dzieci systematycznie, dzień po dniu. Właśnie w tym kierunku rozwinął program dożywiania uczniów. Początkowo rozwiązanie zastosowano w okolicach Westport, a następnie Strzelecki zabiegał o rozszerzenie go na kolejne dotknięte głodem obszary. Dzieci otrzymywały posiłki, a w ramach szerszych działań zapewniano im również odzież i zwracano uwagę na podstawowe zasady higieny.

Skala przedsięwzięcia była ogromna. W 1848 roku posiłki w ramach programu otrzymywało około 200 tysięcy dzieci. Nie była to liczba dzieci uratowanych osobiście przez jednego człowieka, lecz miara działania systemu, który Strzelecki pomagał zorganizować i rozszerzyć. Program wymagał pieniędzy, dostaw, lokalnej współpracy i sprawnego nadzoru. Dobra idea musiała zostać przełożona na codzienną, powtarzalną pracę.
Strzelecki poznał tę rzeczywistość nie z raportów czy relacji innych osób, lecz bezpośrednio. Podróżował po najdotkliwiej doświadczonych regionach, obserwował skutki głodu i pracował w warunkach, które wystawiały na próbę również jego własne siły. Zachorował na tyfus, ale choroba nie przekreśliła jego zaangażowania. Skala jego działalności została dostrzeżona w Wielkiej Brytanii. Obie izby parlamentu wyraziły uznanie dla jego pracy i w 1848 roku otrzymał Order Łaźni w klasie towarzysza.
W Irlandii Strzelecki wykorzystał umiejętności, które wcześniej służyły mu w zupełnie innych okolicznościach: zdolność oceny sytuacji, organizowania pracy i przekładania obserwacji na praktyczne rozwiązania. Tym razem nie chodziło o rozpoznanie zasobów ziemi czy opisanie nieznanego obszaru. Chodziło o to, by żywność rzeczywiście dotarła do potrzebujących.

Oczywiście nie był jedynym człowiekiem zaangażowanym w pomoc, a skuteczność programu zależała od wielu osób i instytucji. Jego rola była jednak znacząca. W biografii człowieka, którego nazwisko kojarzy się przede wszystkim z australijskimi górami i badaniami geologicznymi, irlandzki rozdział odsłania inną miarę osiągnięć. Nie to, jak daleko potrafił dotrzeć, lecz co potrafił zrobić w obliczu ludzkiego cierpienia i nieszczęścia.

Powrót. Z Londynu do Poznania

Po misji w Irlandii Strzelecki osiadł w Londynie, utrzymując kontakty z brytyjskimi elitami. Po wojnie krymskiej odwiedził Rosję w towarzystwie lorda Lyonsa, brytyjskiego dyplomaty. Jego życie coraz bardziej toczyło się teraz w świecie instytucji, polityki i osobistych znajomości, a nie na szlakach odległych kontynentów. Strzelecki był barwną postacią. Biografowie zwracali uwagę na jego ambicję, dumę ale i skłonność do długo pamiętanych urazów. Napięcia w relacjach z gubernatorem George’em Gippsem oraz wieloletni spór o pierwszeństwo odkryć złota pokazują, że Strzelecki potrafił zdecydowanie walczyć o uznanie własnych zasług. Uznanie, które zdobył w brytyjskim świecie nauki, nie oznaczało wcale, że wszystkie jego relacje były łatwe, a wszystkie spory rozstrzygnięte po jego myśli.

O jego życiu prywatnym wiadomo znacznie mniej niż o podróżach i badaniach. Zachowana korespondencja z Adyną Turno pozwala dostrzec osobisty wymiar jego biografii, ale nie daje podstaw do odtworzenia całej historii ich relacji. Podobnie nie znajdziemy pewnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego w testamencie polecił zniszczyć swoje papiery i wyraził wolę, by spocząć w nieoznaczonym grobie. Można snuć tylko przypuszczenia. Wraz z jego śmiercią część materiałów, które mogłyby pomóc zrozumieć człowieka stojącego za publikacjami i oficjalnymi osiągnięciami, bezpowrotnie przepadła.

Paweł Edmund Strzelecki zmarł w Londynie 6 października 1873 roku. Został pochowany na cmentarzu Kensal Green. Przez ponad sto dwadzieścia lat jego grób znajdował się daleko od miejsca, w którym przyszedł na świat. Dopiero w listopadzie 1997 roku jego szczątki przeniesiono do Poznania i złożono w Krypcie Zasłużonych Wielkopolan przy kościele św. Wojciecha.

Człowiek, który za życia przemierzał kontynenty, pozostawił ślady na drugim końcu świata, powrócił do ojczyzny jako postać historyczna, której dokonania i nazwisko zyskały znaczenie wykraczające daleko poza miejsce urodzenia. 52°19′N, 16°57′E i 51°31′N, 0°13′W Głuszyna i Londyn. Miejsce narodzin i miejsce śmierci. Pomiędzy nimi rozciąga się droga przez Amerykę, wyspy Pacyfiku, Australię, Irlandię i Anglię.

Z Londynu jego szczątki wróciły do Poznania. Nawet po śmierci jego geografia się zmieniała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *