W lokalnym krajobrazie marek trudno wskazać barwę, która jednoznacznie definiowałaby jej tożsamość. Polska przez dekady nie dysponowała przestrzenią, w której kolor mógłby stać się sygnałem aspiracji czy luksusu. Ograniczenia polityczne, rynkowe i kulturowe pozostawiły świat barw spokojnych, wyważonych, czasem rozproszonych.
To zestawienie jest bardzo subiektywne, to próba uchwycenia barw, które pozostały w pamięci, i być może przyczynek do pogłębionej analizy w przyszłości.
Mimo to pewne kolory, odcienie są dość mocno zakorzenione. Oczywiście nie mówimy o rozpoznawalności na miarę czerwieni Ferrari czy błękitu Tiffany – skojarzenia z kolorami powstają raczej poprzez logotypy i elementy wizualne niż przez świadome, konsekwentne budowanie wizerunku.
I tak:
Biel Ćmielowa. Porcelana tej renomowanej manufaktury, od wieków symbolizuje perfekcję rzemiosła. Biel, czysta i wyciszona, to więcej niż kolor, to cisza formy, doskonałość detalu i elegancja, która nie potrzebuje słów. I mimo, że Fabryka Porcelany AS Ćmielów jest jedyną manufakturą w Europie produkującą wyroby z różowej porcelany, to biel jest nośnikiem historii.
Granat LOT-u, obecny w logotypie (zaprojektowanym przez Tadeusza Gronowskiego w 1929 roku), na samolotach i w komunikacji marketingowej w subtelny sposób buduje poczucie stabilności. Definiuje przestrzeń aspiracji – niebo otwarte nad światem, którego granice próbowało się przesunąć choćby na chwilę.
I wreszcie Vistula i jej czerń przewijająca się w materiałach komunikacyjnych marki, jest pewnością, której nie trzeba udowadniać. Grafit i głębia, w których zamknięta jest idea klasycznej elegancji, powściągliwe rzemiosło w miejskiej skali, gdzie forma i detal ma znaczenie.
W Polsce kolory mówią ciszej. Ich siła tkwi w stałości i powtarzalności. Pozostaje pytanie – czy któraś z polskich marek zdoła uczynić „swój” kolor niepodważalnym symbolem?